Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomysły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomysły. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 maja 2015

Jak żyć panie premierze, czyli krótko o filozofowaniu | FILOZOFIA, ODKRYWANIE ŚWIATA

Rodin "Myśliciel"
W szkole każdy z nas słyszał o wielkich myślicielach świata. Był Tomasz z Akwinu, św. Augustyn, św. Franciszek z Asyżu, byli także starożytni filozofowie m.in. Sokrates, Platon, Arystoteles czy Pitagoras. Słyszeliśmy również o nowych kierunkach filozoficznych, przewinęli się tacy wolno myśliciele jak Erazm z Noterdamu, Leonardo da Vinci czy Shopenhauer i Nitche.

Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę z tego, że jest filozofem lub był. Zaczynamy filozofowanie już jako dzieci.

- Tato. Dlaczego lokomotywa nazywa się lokomotywa?
- Tato! Czy ptaki nas rozumieją jak mówimy?

Każdy z nas jest prywatnym odkrywcą. Filozofia stawia pytania o to jak, po co, dlaczego. Nauka chodzenia przez dziecko, też jest pewnym odkryciem. Dziecko obserwuje dorosłych, którzy przemieszczają się i uczy się tej motoryki. Brzdące jednak swój świat opierają na rodzicach i najbliższych. To od nich uzyskują odpowiedzi na swoje pytania czasem wydające się głupiutkie jednak dające podstawę do zadawania pytań na wysokim poziomie. Człowiek kształtuje się, dom rodzinny, okres zabaw, szkoła pomagają ("no właśnie...?") w samodzielności myślenia przedstawiając różne prawa, historie i postacie, zachowując się w odpowiedni sposób.

Przychodzi czas na zadawanie pytań, które zaczynają nurtować każdego z nas i na których oparta jest cała filozofia: Jaki sens ma życie? Po co żyjemy?

Nie chcę rozpisywać się na różne poglądy, teorie czy ciągi logiczne próbujące odpowiedzieć na te pytania. Wymienię tylko kilka ogólnych kierunków:

- żyjemy by się doskonalić i rozwijać i żeby następne pokolenia mogły czerpać z naszych osiągnięć i dalej się rozwijać,
- żyjemy by umrzeć,
- żyjemy by przedłużyć gatunek,
- żyjemy by zarabiać, mieć pieniądze i konsumować,
- żyjemy by żyć wiecznie,
- żyjemy bez sensu,
- żyjemy by zapisać się w pamięci potomnych.

Pewnie znajdzie się jeszcze wiele innych odpowiedzi. Wszystko zależy z jakich źródeł powstaje ciąg logiczny snujący wniosek - odpowiedź. Na jakich fundamentach jesteśmy oparci, kształtowani i w co wierzymy.

Ktoś na agorze filozoficznej, może zapytać, która droga jest właściwa. Wydaje mi się, że to wyjdzie "w praniu" a każda droga zaprezentuje się owocem lub jego brakiem czyli "po owocach ich poznacie". Czasem trzeba się przyjrzeć dokładnie, by nie stwierdzić że "czarne jest białe" i doiść do błędnych wniosków.
A ty po co żyjesz ;) ?

piątek, 22 sierpnia 2014

Jadąc autobusem | SPOŁECZEŃSTWO, PODRÓŻE

Każdy z nas nieraz przemieszczał się po mieście miejskim autobusem. Wielu robi to na co dzień dojeżdżając do miejsca pracy czy do szkoły. W autobusie spędzamy kawałek swojego życia, więc warto przyjrzeć się zjawiskom panującym w autobusie, naszym środku transportu.

Ja osobiście lubię podróżować autobusami miejskimi. Autobusy w mieście Krakowie dają spore możliwości ze względu na dużą ilość linii i możliwość zakupu biletów czasowych (a nawet całodobowych). W autobusie można zauważyć społeczeństwo, raczej nie to najbogatsze ale z różnorakich rodzin, poglądów, mód czy pokoleń.

Na pierwszy plan wysuwają się osoby szkolne, gimnazjalne i licealne. Obecnie panująca moda przesiąka wszystkich a fryzurki, modne ubrania i gadżety dominują wśród tej grupy autobusowiczów. Często podróżują z całodobowym dostępem do wifi w swoich telefonach a szybkie spojrzenia na ekran swojego smartphona świadczą o nowej foci na fejsie.

Starsze pokolenie podróżuje głównie w celach zakupowych. Bardzo popularne stały się wózki dwukołowe na zakupy, najczęściej w kratkę, z zamkiem błyskawicznym. Z racji niskich rent i emerytur są bardzo pomocne przy polowaniach promocyjnych w marketach, zdają próbę przy wizycie na targu, a łatwy sposób przemieszczania się nie nadwyręża zbytnio schorowanych stawów.

Grupa zawodowa to ludzie na etatach podróżująca od poniedziałku do piątku w swoje miejsce pracy. Zapewne pierwsze dojazdy wzbudzały w nich pewne emocje jednak z racji powtarzającej się rutyny (ta sama linia dzień w dzień, te same krajobrazy) podróż zdaje się być dla nich nieprzyjemnym obowiązkiem. Ubrani są bardziej oficjalnie, garniturki, koszulki w kratę i dżinsy (wersja pseudolight), w rękach trzymają teczki a ich skrępowanie odstrasza potencjalne osoby, które chciałyby usiąść obok. Autobus z przeważającymi pasażerami tego typu jest mało ciekawy, a wręcz nie zdatny do jeżdżenia autobusem. Proponuję w takim przypadku zmienić szybko linię lub mieć nadzieję na nowych pasażerów, którzy wniosą do tego miejsca trochę życia.


Rozmowy autobusowe skupiają się na ogólnym życiu. Młodsze pokolenie rozmawia o imprezach, najebkach, klasówkach, nauczycielach. W rozmowach wyróżniają się studenci, których w Krakowie jest całkiem sporo. Rozmowy ściśle tematyczne w zależności od kierunku, lub humanistyczne rozmówki na temat życia, książek, filmów, teatrów. Oni też (bardziej ci humanistyczni), przywdziejają groteskowe stroje, a na ich głowach często zauważyć można kapelusze.

Podczas mojej podróży autobusem przez miasto staram się nic nie robić a "jechać autobusem". Patrzę w okno, słyszę otaczające mnie rozmowy, zauważam nowych pasażerów i wyczuwam zapachy podrabianych marek perfum. Jestem w autobusie i jadę autobusem wraz z całą zawartością jego i wraz z zmieniającym się krajobrazem za oknem. Jest to przyjemne, jak oglądanie filmu bez wymuszenia, swobodne i naturalne.

Jadąc autobusem spróbuj choć raz jechać autobusem. Zobacz też jak inni jadą autobusem. Jedyną przestrogą w jeździe autobusem, na którą chciałbym zwrócić uwagę, jest "podczas jechania autobusem" przepatrzenie własnego przystanku i dojechanie do końcowej pętli danej linii.

Oczywiście nie dyskryminując siebie sam zaliczam się do społeczeństwa (hmm chyba pseudolightem nie, tylko czerwonym muchomorem;)) i ciekaw jestem jak inne osoby jadące autobusem czują się w moim towarzystwie;)

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Poznawaj świat samemu | POZNAWANIE ŚWIATA

W świecie, w którym z każdej strony otoczeni jesteśmy różnorakimi informacjami, które przelatują przez nas mózg jak woda przez gąbkę czasem ciężko się odnaleźć. Pierwszym krokiem by szukać prawdy i być w niej jest kwestia zuważenia pewnych spraw, które nas otaczają.

W telewizji dostałem papką informacyjną, przełączam kanał na innych te same info, różne komentarze tego samego wydarzenia, niby różniące się poglądy, ale wszystko w jeden deseń. Po kilku dniach spotykam się z znajomą osobą. Wchodzimy na tematy ogólnoświatowe a z ust tej osoby płyną komentarze z telewizji, ubrane we własne słowa, jednak te same. Nerwowo szukam pilota w kieszeni by wyłączyć ten teatrzyk czerwonym przyciskiem, pilota nie znajduje i wracam, że jest to "rzeczywistość". Zastanawiam się jak nasze rozmowy wyglądały w innym państwie czy w innym obszarze ziemi. Czy bylibyśmy tacy jakich nas zrobioną ową papką. Czy może istnieje człowiek, który rozmawiając z innym człowiekiem mówiąc prawdę płynącą z samego serca ? Samo uświadomienie sobie, iż przekaz medialny może być starannie przygotowany i ułożony daje możliwość ujrzenia medialną kreację człowieka.

Niektórzy rezygnują z radia, telewizji czy internetu. Nie tędy droga. W przypadku internetu sami rządzimy informacjami, które dostają się do nas, a możliwości tworzenia swoich stron internetowych, teraz szybko i bez znajomości tajników technologii internetowych pozwalają na wysyłanie własnych informacji w eter.

Ogólnie spoglądając na otoczenie warto patrzeć z boku, patrzeć i widzieć, słyszeć i słuchać, dotykać i czuć. Samemu można eksplorować świat, nie wnikać w szczegóły tylko być. Odkrycia przychodzą same, a nawet są często zaskakujące. W każdym miejscu, w którym się znajdziemy możemy spojrzeć z boku czy to w sklepie, jarzyniaku, w markecie, czy w urzędzie. Ja osobiście lubię sobie patrzeć na zachowania ludzkie, całościowo na postacie, poznawać jednak bez wchodzenia w sferę prywatności innych, po prostu normalnie funkcjonując i włączając sobie wzrok, słuch i czucie.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Efekt odbicia w lustrach | PRZEMYŚLENIA, POZNAWANIE ŚWIATA

Przechodząc przez miasto często oglądamy witryny sklepowe. Tutaj na wystawie buty, dalej akcesoria wędkarskie czy skórzane torebki. Czasem w wielości wystaw, ukradkiem zauważamy własne odbicie, które czasem warto zauważyć i przypatrzyć się jemu uważniej.

Samo odbicie jest zawsze odbiciem lustrzanym, czyli odbiciem "na odwrót". Sami jednak siebie nie zobaczymy (fizycznie) z boku, lustro daje nam tą możliwość, a zakłamanie, które z sobą niesie jest ogólnie znane. Nasza prawa ręka w lustrze jest lewą a chcąc przy odbiciu dotknąć własnego nosa musimy wziąść korekte na lustro. Ale to tylko lustro ...

Ostatnio zacząłem zauważać, że w życiu codziennym, w społeczeństwie bez udziału luster mamy zakłamany obraz rzeczywistości, fałszywy tak oczywisty, że nie zauważalny a nawet prze większość branych jako obowiązująca rzeczywistość. Słodkie słowa od znajomych, przyjaciół, tu dzień dobry do sąsiada, uśmiechy, wszechobecna kultura i pozytywne usposobienie a z drugiej strony całkowicie inny obraz prawdy. Tu nie będę ciągną tematu, gdyż u każdego może być inaczej w tym temacie. W świecie chodzących ludzików z papieru i pachnących chemią z galerii jest to coraz mniej spotykane, jednak na znak szacunku nie przekreślam tegoż przypadku.

Głosowania w demokracji również cieszą się moim zainteresowaniem pod względem tematyki luster. - "Za prawem do aborcji"
- "Eutanazja na tak"
- "Prawo do adopcji par homoseksulnych"

- a z drugiej strony "Absolutnie przeciwko zabijaniu"
- "Prawo do życia"

Ogólnie głosowanko, że czarne jest białe, i że marchewka jest owocem jest już codziennością a wyniki zdają się potwierdzać, że żyjemy w czasach gdzie wszystko jest na odwrót. Wychodząc z założenia, że nowoczesność, new generation i inne schematy współczesnego światka polegające na zafałszowaniu i zlikwidowaniu prawdy są kierunkiem (czy prawidłowym czy nie ?) wszystkich obywateli cywilizowanego świata można by przystać na to i zanurzyć się w zakrzywionej rzeczywistości.

Jednak istnieją sprawy, które nie da się zafałszować ... Poproszę o kontakt i informację ludzi działających na rzecz zakłamania co mam zrobić gdy wkłądam kanapkę do ust. Co mam powiedzieć sobie na pytanie: Co teraz robisz? Czy mam wmówić sobie, że teraz śpię albo zamiast kanapki z pomidorem i ogórkiem jem kebaba?
Te same pytania powracają przy wszystkich czynnościach fizjologicznych, które wykonuje. Jeśli zostałem umiejscowiony w takowym systemie proszę o pomoc jak mam sobie poradzić w tych sytuacjach bym nie stykał się z prawdą .

piątek, 4 lipca 2014

Z językiem na brodzie - bieganie | POZNAWANIE ŚWIATA, POZNAWANIE SIEBIE

Skończyłem pracę. Szybkim ruchem przemieściłem się do kuchni by spożyć obiad. Jest, zaliczony. Mam energię, odbieram telefon z skarbówki, dzwonię do brata i załatwiam sprawę w banku. Jest godzina 18, więc dużo jeszcze przedemną. Szybkim chodem udaje się na zakupy. CIach, ciach, ciach, koszyk zapełnia się, a ja wypatruje, w której kasie jest mniejsza kolejka. W głowie przenikają kolejne sprawy do załatwienia a ich ilość powoduje zwiększenie tempa stawiania kroków.

Ajj

Nie mam karty zbliżeniowej. Cenne sekundy uciekają a ja wciąż czekam na resztę pieniędzy. Już 21. Najwyższy czas ułożyć sobie plan spraw na kolejny dzień. Jutro działam 12 godz. w pracy (bo muszę przyrobić trochę grosza), więc umycie samochodu wychodzi z gry.

A może tak jutro nic nie będe robił szybko ? Może zrobie tyle ile zrobie własnym tempem, zauważając wokół przyrodę, spoglądając na produkt spożywczy i czytając jego skład, rozmyślając czy wziąść gruszkę czy może coś bardziej egzotycznego,  a wieczorem spocząć i nie robić nic ...

Spostrzeżenie
Czas wykonywania czynności zwiększył się przez ostatnie 20 lat. Nagrywając z lotu ptaka przemieszczających się ludzi łatwo można by wyliczyć prędkość ich chodu. Ludzie biegają. Ludzie biegają bo mają sprawy a jedna goni kolejną. Ludzie biegają by żyć, by jeść, by jakoś funkcjonować w tym społeczeństwie. Ludzie biegają mimo urządzeń, które pozwalają na zaoszczędzenie czasu. Czy 20 lat temu chodziłeś szybciej czy teraz?

Hola, hola - nie wszycy biegają. Są ludzie nie biegający. Dzielą się na dwie grupy. Pierwsza  z nich to olewacze, bezdomni, czy pijaczki pod spożywczakiem - oni powoli do przodu żyją sobie. Myślę, że jest to spowodowane tym, że nie umieją biegać lub nie radzą sobie z biegiem. Druga grupa to ludzie, którzy żyją na wysokim stanie, oni mają pod sobą ludzi (pół biegających), którzy pilnują by ludzie biegali by oni nie biegali.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Szybki powiew powietrza. Jak odnowić siły witalne.

Chodzę sobie w ciągu dnia i brakuje mi weny. Zdradliwa wena raz jest raz jej nie ma - to powiedzenie jest jak najbardziej na miejscu. Jak jest wena to i siły się znajdują, wena daje motor do działania, aktywność sprzyja dobremu samopoczuciu, a to z kolei daje obraz większych sił witalnych.

Rozważania sprowadzę więc do sposobów na odzyskanie weny.
Można przeczekać brak przypływu pomysłów, werwy i chęci. Być może jutro wstaniemy prawą nogą i wejdziemy w dzień z zapałem. Ta sytuacja jest jak najbardziej wskazana, 1-3dni można śmiało czekać bo przecież po burzy zawsze słońce wychodzi. Hmm, mija tydzień a mi się nic nie chce a wyrzucenie śmieci zdaje się być spychane poza świadomość. Leże, chodzę, wykonuje czynności jak robot, który spełnia powierzone mu obowiązki, a kreatywność kończy się na przygotowaniu zielonej kanapki.

Co z tym zrobić?
I tu wchodzimy w pewien paradoks. Wena nie przychodzi, a nam się nic nie chce zrobić by ją uzyskać. Skoczmy do swoich punktów hobbistycznych. Zróbmy to co lubimy robić, coś co sprawi nam satysfakcję. Tu wtrące, że jak nasze działania przysporzą uśmiech na czyjeś twarzy, wena ma większe szanse na powrócenie. Ogólnie każdy z nas powinien mieć swoje punkty na odzyskanie weny, mogą być różne tak jak i my jesteśmy różni.

Ja czasem nurkuje w wannie i wytrzymuje jak najwięcej pod wodą. Zimny prysznic też potrafi zdziałać cuda a stanie na głowie (na łóżku, a w moim przypadku to raczej świeca) pobudza mój umysł do twórczej pracy. Wysiłek fizyczny raczej ciężko wpisać do sposobów, gdyż jak się nic nie chce to nie ma mowy o bieganiu czy nawet siłowni. Metody muszą być w miarę proste, dostępne, nie wymagające dużego wysiłku, które otworzą nam nowe horyzonty.

czwartek, 26 czerwca 2014

Wyuczona bezradność | POZNAWANIE SIEBIE


Kiedyś wpadło mi w rękę pewne badanie. Mianowicie zrobiono doświadczenie na szczurach, by sprawdzić sposoby reakcji na określone warunki zewnętrzne.

Szczury podzielono na dwie grupy. Pierwsza i druga grupa została umieszczona w zamkniętych klatkach, z tym, że pierwszej grupie dano możliwość otworzenia zapadni i przejścia do innej klatki. Póki nic się nie działo szczury pozostawały w klatkach.

W drugiej części doświadczenia rażono szczury prądem elektrycznym. Szczury naturalnie i automatycznie zaczęły szukać wyjścia z "elektrycznych" kratek, jednak takową możliwość miały szczury z pierwszej grupy (umieszczone w klatce z możliwością otwarcia zapadni). Rażenie prądem przeprowadzano kilkakrotnie po czym zaprzestano tej czynności. Następnie wszystkie szczury z dwóch grup po kolei umieszczano w klatce z zapadnią. Z pierwszej grupy szukały możliwości wyjścia z sytuacji, znajdowały przejście i uciekały z rażenia prądem. Natomiast gryzonie, z grupy drugiej przy rażeniu prądem nie wykonywały żadnej aktywności.

Kolejne doświadczenie.
Umieszczono szczury w klatkach bez jakichkolwiek wyjść. Szczury z grupy pierwszej pod wpływem elektrycznego bodźca wykazywały długą aktywność, wciąż poszukując wyjścia, nie dając za wygraną i nie zaprzestając poszukiwań.  Z drugiej grupy jak można było przypuszczać nie przejawiały żadnej aktywności pozostając w bezruchu.


Powyższe badania pozwoliły na skonstruowanie teorii wyuczonej bezradności, którą można by przenieść na grunt ludzki. Wynika z niej, że bezradności można się nauczyć, w wyniku wcześniejszych doświadczeń, niepowodzeń następuje przytępienie, apatia, beznadzieja a w wyniku brak przejawów dążenia do rozwiązywania spraw. Niby wszystko w porządku, jednak nasuwa się pytanie jak wyjść z wyuczonej bezradności...

Doktor Seligman daje pewne wskazówki jak wyjść z wyuczonej bezradności, całkiem skuteczne.
Jednak można w ogóle w nią nie wejść, rozwiązaniem jest optymizm, a co najlepsze można się go nauczyć.


piątek, 6 czerwca 2014

Magia miliona | SPOSTRZEŻENIA

powolutku do milionowego klocka
Milion książek, milion zegarków, milion filmów, milion guzików, milion kilometrów autostrad . Milion dobrze brzmi, to słowo zlepiane jest do praktycznie wszystkich rzeczy, tworząc magiczną frazę milion ... czegoś.

Coś w tym milionie musi być skoro używa się milion a nie no. 2 miliony, czy miliard (tu czasem jest choć rzadko), albo np nie 2 tysiące 256. Nazwa jest krótka, więc sprzyja zapamiętaniu, to napewno. Jednak na główną linię wychodzi mentalność człowieka, w której jest wychowywany (czytaj hodowany), w współczesnym społeczeństwie. Pierwsze wizje co będziesz robił w przyszłości już prawie młodzieniec odpowiada:
"Będe robił to ... i zarobie milion ".

Do języka potocznego weszły pewne określenia z milionem, utarte frazy, które wykorzystują znaczenie "okrągłego miliona" np.
"Wyglądasz jak milion dolarów ", "firma poniosła milionowe straty", "zostań milionerem, zagraj w totka" ;)

Mój pogląd jednak pójdzie na inny tor mianowicie na aspekt działalności w projekcie z milionem. Wyobraźmy sobie, że mamy pomysł na jakąś firmę, hobby, aktywność czy inną rzecz. Ktoś może od razu mrugnąć okiem i stwierdzić: po 2 tygodniach nie będzie słychu ni widu po tej idei. Jeśli natomiast do sprawy podejdziemy przez pryzmat miliona, koniec naszych poczynań nie wydaje się już tak oczywisty. Np. cel: stworzenie stron internetowych. Dokładamy do tego celu słowo milion i mamy cel: stworzyć milion stron internetowych. Nie pytamy dlaczego i po co tylko musimy dążyć do miliona. Jak to zrobić? Napewno nie ustawać w działaniu, cokolwiek by się nie działo, gdyż przy ustaniu nie osiągniemy celu. A czy starczy nam życia na osiągnięcie celu? Matematycy pewnie udowodniliby, że nie, jednak tu chodzi o samą idee dążenia do miliona, która działa motywująco, wszelkie rozproszenia niweluje w zaczątku i pozwala wykonać kolejny krok, który przybliża nas do miliona.

Jeszcze tylko 999 999 takich kroków i będziemy u celu. Ach jak przyjemnie. ;)

niedziela, 1 czerwca 2014

Pomysł na deser truskawkowy - makaron z truskawkami | SEZON TRUSKAWKOWY

makaron z truskawkami
Truskawki zaczęły królować na miejskich bazarach, z racji pogodnego i ciepłego początku maja, odmiany czerwcowe już teraz dojrzały a plantatorzy zaczęli swój biznes kilka chwil wcześniej.

Z truskawkami można wyrabiać różne rzeczy. Mi przychodzi najprostszy deser - koktajl truskawkowy, który chciałbym tutaj zaprezentować. Przypuszczam, że znacie podobne specyfiki, jednak mój należy sporządzić ściśle według poniższej receptury.



Przepis:
Truskawki obrać z zielonych czapek, umyć, wrzucić do pojemnika. Następnie dodać śmietanę i cukier. Wszystko zmieszać najlepiej łyżką delikatnie przecinając przy okazji owoce, bez pomocy miksera z racji efektu owocu pod zęba. Gotową konsystencje włożyć do schłodzenia do lodówki.

Makaron zagotować w osolonej wodzie. Makaron świderki wydaje się być najlepszym rozwiązaniem. Wymieszać ugotowany makaron z naszym koktajlem.

czwartek, 29 maja 2014

Czy da się przeżyć za 100 zł miesięcznie ? | PORADNIK

świnka już czeka na oszczędności;)
Czasem nachodzą mnie różne rozważania, ostatnio przypomniałem sobie reportaż o studencie, który postanowił przeżyć za 30 zł cały miesiąc. Udał mu się ten wyczyn, nawet pani dietetyczka stwierdziła, że chłopakowi nie brakuje żadnych witamin a waga, która spadła wpłynie mu tylko na zdrowie. Podawali co on ta spożywał i całkiem sobie dobrze podjadał, no ale wiadomo student potrafi, a zlepek słów "biedny jak student" jest jak najbardziej aktualny... A czy mi się uda?

Hardcorowe 30 zł jednak odrzuciłem, gdyż nie potrafię obyć się bez słoiczka dżemu a łyk mleka przed snem lubi zająć poczytne miejsce w moim rozkładzie dnia. Przyjmuje kompromisowo kwotę 100 złotych i w wyobraźni zaczynam kalkulować dzienne wydatki i limit miesięczny przeliczam do owej kwoty. Na dzień mam do rozwalenia 3 zł i 33 grosze, więc myśli o bananie czy o pomarańczy odchodzą w siną dal.

Z żywności spożywam codziennie ok. pół chleba biedronkowego, który kosztuje 1,70 zł. (czyli 0,85zł). Chleb smaruje masłem, coś do chleba (tu liczmy dziennie ok. 1zł), obiad - 3 ziemniaki, (jajko sadzone co drugi dzień), marchew . Rezygnuje z transportu, poruszam się na piechotę, bez szybkiego tempa, nie przystając na papieroska (nie palę bo mnie nie stać;)), a staranne kroki chronią moje obuwie przed zniszczeniem i ewentualnym zakupem nowego. Sprawa wody do picia również powinna być wliczona ... Tutaj ciężko oszacować, gdyż wodę opłaca współlokator. Myślę, że w następnym rozrachunku spróbuje się zmierzyć włączając to w wodę.

Po ok. 3 dniach ...
Rachunek za prąd przyszedł, play do zapłaty, pojutrze komunia, a wesele za 2 tygodnie nie napawają optymistycznie. Sprzydałoby się też gdzieś ruszyć bo pozycja leżąco-siedząca znudziła mi się, a wiadomo : żeby się gdziekolwiek ruszyć trzeba ruszyć kieszenią ;) Chleb z masłem nie wygląda już zbyt smacznie a marzenie o kebabie zmusza mnie do pójścia do pobliskiej Antalyi.

Bilans po ok 2tygodniach
Wychodzi że ze 100 zł miesięcznie zrobiło się już 1 tyś. przez dwa tygodnie, a jutrzejszy termin raty pożyczki zakrawa na 2 tyś w skali miesiąca. Nic takiego się ie stało, przecież tak jest co miesiąc bez żadnych postanowień czy ograniczeń,  SIE ŻYJE SIE.

sobota, 17 maja 2014

Co zabrałbyś ze sobą na bezludną wyspę? | POZNAWANIE SIEBIE

Ostatnio wpadło mi do głowy pytanie: Co zabrałbyś ze sobą na bezludną wyspę? Aby nie mieć za dużo możliwości manewru dorzuciłem do niego pewne obostrzenia mianowicie:


1. Możesz wsiąść tylko jedną rzecz,
2. Masz 24h na zastanowienie się, gdyż po tym czasie zostaniesz przetransportowany na wyspę.
3. Na wyspie będziesz miał warunki do przeżycia (woda słodka + zwierzęta w naturalnym środowisku + roślinny pokarm - aby zjeść musisz je zdobyć, upolować na własną rękę),
4. Pobyt na wyspie jest dożywotni i masz bezwzględny zakaz opuszczania wyspy.


Z powyższych punktów odpadła mi pokusa zabrania ze sobą statku, którym po przetransportowaniu na wyspę popłynąłbym z powrotem. Zaczęło się myślenie, co tu wsiąść (jedną rzecz), z którą spędzę całe swoje pozostałe życie... Wszedłem na kuzyna YouTube wpisałem pytanie. Kilka różnych pomysłów: od zabrania butelki po pistolet z jednym nabojem. Od razu odrzuciłem czyjeś pomysły ze względu, że naczynie zrobię sobie z drzewa, żłobiąc go znalezionym ostrym kamieniem, a pistolet i pomysł skończenia ze sobą nie zgadza się z moim światopoglądem.

Może ogień ... hmm, ale po co mam brać ogień skoro ogień jest już na wyspie. Jak to? przecież nie ma tam zapałek ani zapalniczki. Znajdę krzemienia lub zrobię ogień pocierając drewno od drewno, jak się uda wcześniej w trafie na burze z piorunami, które zapalą pobliski lasek skąd ściągnę swój ogień...

Ogień mam, wodę mam, a jak będę polować ... Może nóż wezmę ?  Nie, takie rzeczy też są na wyspie, długi konar, ostry kamień na czubku zamocowany za pomocą lin wykonanych z odpowiednich roślin i mam swoją dzidke na dzika.

To w sumie co mi potrzebne jak wszystko jest na wyspie? Olśnienie. Tak oczywiste, że nie zauważyłem na samym początku. Zabiorę ze sobą Słowo. Wezmę Pismo Święte a ogień-światło duszy, które mam w sobie nie muszę zabierać ze sobą, gdyż jest ono we mnie, jest mną, więc będzie ze mną i na wyspie.

A ty co byś wziął na wyspę?



poniedziałek, 12 maja 2014

Postęp komputeryzacji | CYFRYZACJA NA POTĘGE

Dziś już 8 maja 2014 roku. Piszę posta z laptopa ważącego niecałe 2,5 kg, z procesorem 2 rdzeniowym na bloggerze, w oddali dochodzą do mnie dźwięki w super jakości z telewizora znajdującego się w drugim pokoju, a telefon przy komputerze przypomina mi, że jestem w kontakcie.

Dziś i jutro bez komputera nie istnieje, cywilizacja zapędziła się w ostatnich latach w kozi róg, bez komputerów zostałaby unicestwiona. Wydaje się to dosyć odważną tezą. Dlaczego tak by się stało?

Wyobraźmy sobie sytuację, że na całym świecie przestają działać wszelkie urządzenia komputerowe. Niby nic takiego się nie dzieje. Po oswojeniu się z tą informacją postanawiasz iść na zakupy, szybkie uderzenie do bankomatu i zonk. Nie działają. Ok, pojadę na stacje, zatankuje auto i na łono natury, komputery do szczęścia nie są mi potrzebne. Na stacje docieram, okazuje się, że paliwo nie jest wydawane, komputer sterujący całym mechanizmem nie działa, a drzwi od kwadratu sklepowego na stacji nie otwierają sie automatycznie przez co wejście do kasy może odbyć się tylko przez okienko dachowe. Ponadto samochód już dalej nie pojedzie elektronika w nim zawarta dała o sobie znać, że nie działa komputer sterujący ważnymi aspektami motoryzacyjnymi.

Zadzwonie w takim bądź razie do wujka, on ma sporo swoich zmagazynowanych karnistrów z beznyną. Pyk, pyk, odblokuj, odbokuj, odblokuk, komórka nie reaguje ... No tak, tam też siedzi komputer, a komputery nie działają. Po kilku dniach okoliczności bezkomputerowych wychodzi że:
- nie ma prądu (elektrownie są oparte na komputerach a sterowanie ręczne nie wchodzi w grę z powodu zeszłorocznej modernizacji czujników),
- brak transportu (brak działających stacji benzynowych),
- brak handlu (brak pieniędzy, brak działających bankomatów, nie działające kasy fiskalne, czytniki kodów, brak listów przewozowych, nie działająca produkcja ... ),
- brak komunikacji (telefony, internet, poczta nie działają) itd.

Okazuje się, że żyć się nie da bez komputera. Nawet biletu na autobus nie udało się kupić bo automat nie odzywa się. To już koniec, wielka strata cywilizacji, idę i płacze, ale moim uszom daje się słyszeć śmiech z pobliskiej posesji.

 Co jest grane? 

W takiej chwili ktoś jeszcze ma ochotę się śmiać...!!! ??? Staje na palcach i zaglądam ukradkiem za płot. Widzę babcie zbierającą właśnie co dojrzałe pomidory z ogródka, chleb studzący się co dopiero po wypieku na dużym brązowym parapecie i kosz pełen orzechów. Hmm, przecież kiedyś śmiałem się z tej rodzinki, oni harują a ja idę do sklepu i biorę pomidory z Madagaskaru, płacę kartą a z allegro lada moment dostanę swoją paczkę z suplementami dla kulturystów... A teraz ja mam puste kieszenie, zdarte buty, pusty brzuch a oni się śmieją na ogródku swojego domu z własną elektrownią wiatrową, swoimi uprawami, kontaktując się z znajomymi z Rosji za pomocą gołębi pocztowych, a wszystko odbywa się przy muczeniu krowy znajdującej się w pobliskiej stodole, dającej znać, że jest gotowa do dojenia by oddać im cenne mleko.

sobota, 3 maja 2014

Inne spojrzenie na biznes - obóz dla otyłych | POMYSŁ NA BIZNES

potencjalna chatka - obóz dla odchudzających
Ostatnio do głowy wpadł mi pewien pomysł na biznes, który łączył by tak ważne dla mnie cechy pomocy innym ludziom, skuteczność tej pomocy i innowacyjność. Po oglądnięciu programu, gdzie ludzie tracą kilogramy ćwicząc na siłowni, przestrzegając drakońskich diet uświadomiłem sobie, że problem rozmiaru XXL staje się coraz częściej spotykanym, a ludzie otyli stanowią duży procent naszego społeczeństwa.

Myślenie zaczęło się od pytania jak im pomóc, co doprowadziło mnie do pomysłu  zoorganizowania w przyszłości obozu dla ludzi, którzy chcę zrzucić zbędne kilogramy. Z mojej strony otrzymali by pisemne gwarancje skuteczności zrzucenia wagi, a jeśliby wyrazili chęć w uczestnictwie w tymże projekcie podpisywana byłaby umowa. Obóz znajdował by się wysoko w górach, gdzie jedyną drogą jest leśna ścieżka a najbliższy sklep w okolicy to niecałe 40 km. W schronisku - domku - chatce grupa zostałaby zakwaterowana, wyposażenie pokojów nie ustępowało by w niczym tak popularnym hostelom, a dostęp do wody pitnej byłby całodobowy.

Projekt opierałby się na podpisanej umowie, która mówiła by, że racje żywnościowe kursant-obozowicz otrzymywałby w przypadku spełnienia porządku dziennego. Przeważnie byłoby to przejście z jednego obozowiska do drugiego po pięknych górkach, zmagając się z pogodą, kamienistym podłożem i brakiem ... czekolady. Po przejściu wymaganego kilometrażu w obozowisku celu przygotowane byłyby posiłki, nie skromne, duże i spore.




Jeśliby z jakiś względów osoba chciała zrezygnować z udziału w obozie musiałaby zapłacić karę zgodnie z podpisaną wcześniej umową w niemałej kwocie. Na uwagę zasługuje fakt braku możliwości ucieczki z wysokich gór i brak innego wyjścia w zdobyciu pokarmu poza trzymaniem się określonych zadań.

Kilometraż wcześniej zostałby przeliczony na ilość spalanych kalorii a racje żywnościowe u celu odpowiednio dobrane pod pokonany dystans, tak by uzyskać efekt spalania.

Jest to pomysł z drugiego podejścia. Pierwszy wydawał się mało humanitarny, a mianowicie zamknięcie delikwenta na określony czas w domku, bez możliwości wyjścia i z ściśle określonym pożywieniem dostarczanym metodą "dziura w drzwiach"; z tegoż powodu odrzuciłem go po wstępnym rozpatrzeniu sprawy.